Lało, deszcz atakował mnie, a ja biegłem przez jałową polanę. Moje łapy
raz za razem uderzały o podszycie, zaraz za polaną wyhamowałem ostro
przed rzeką, zatrzymałem się i dysząc oceniłem jej nurt. Nie głęboka,
acz rwąca. Cofnąłem się kilka kroków i z rozpędu przeskoczyłem nad
rzeką. Wylądowałem miękko na trawie. Rozejrzałem się, i wziąłem trop.
Woń wilka... Mocna i jeszcze świeża, czyżbym przegapił ten trop
przebiegając tędy i węsząc tu przez cały dzień? To nie było możliwe,
czyli wilk poruszał się szybko i był tu nie dawno. Ruszyłem za zapachem
piżma. Nie potrwało to długo nim zobaczyłem stojącą w deszczu waderę.
Pochylała się nad ostatnim kwiatem róży, jaki pozostał w tym lesie. Czy
wędrowałem tydzień tylko po to by znaleźć samotną waderę? A może jednak
ta wadera miała być znakiem. Znakiem nowego życia? Może to właśnie Ona
należała do watahy w której była moja przyszłość? Musiałem podejść.
Wszystko jest zapisane.
Wyszedłem zza drzew i stanąłem obok samicy, gdy mnie ujrzała, stanęła nie pewnie lecz nie okazywała agresji.
- Witaj...- odezwałem się
< Nice? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz