Szłam po wilgotnej od rosy trawie. Idę już bardzo długo, łapy po woli
odmawiają mi posłuszeństwa. Moje futro jest brudne i mokre. Słońce
właśnie wschodzi, wychodzi zza horyzontu. Ptaki zaczynają swój codzienny
śpiew. Wszystko się budzi. Tylko ja chciałabym zasnąć i już nigdy się
nie obudzić... Co za los... Trafił się akurat mnie. Wlokę się, prawie
nie mając już siły. ''Gdybym tylko spotkała jakiegoś innego wilka'',
myślałam. Nagle jednak poczułam zapach... Wyraźnie czuć jakiegoś basiora
lub waderę! Moje łapy dostały jakby doładowania i prowadziły mnie za
zapachem. Może ten wilk ma watahę? Dołączę! Inaczej sama sobie nie
poradzę! Biegłam prędko. Wreszcie zobaczyłam dwie wadery stojące obok
siebie. Tak!
- Yyy... Przepraszam...- zaczęłam.
Wilczyce się odwróciły.
- Witaj! - przywiała się ta bliżej mnie. Nie okazywała agresji. Była miła.
- Cześć... - nie wiedziałam od czego zacząć. Tak długo z nikim nie rozmawiałam! - Ja...
- Chcesz dołączyć do mojej watahy? - zapytała wilczyca, jakby czytając w moich myślach.
- Tak! Bardzo chętnie! - zawołałam uszczęśliwiona.
- A do którego klanu? Może być ''Snow Dreams"? - zaproponowała.
- Tak, myślę, że tak. - byłam zachwycona. Jednak po chwili się
opamiętałam. - Ale mi głupio! Nie przedstawiłam się! Jestem Mira...
- Nic nie szkodzi. Ja jestem Nice.
- Ja Amber. - przedstawiła się druga.
- Co z walką?! - usłyszałam warkot tuż za mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz